niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 25

Szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam iść w stronę domu sensei. Nie zwracałam uwagi na to, że Naruto coś za nami krzyczy. Nie miałam dziś na to wszystko siły. Kakashi szedł krok przede mną, a Sasuke za mną. Nie zwracali uwagi na blondyna chyba tylko dlatego, że krzyczał cały czas moje imię. Nie wytrzymałam przywołałam swoją moc i użyłam swojej techniki teleportacji. Przy tym złapałam Sasuke i Kakashiego. Wylądowaliśmy przy domu senseia. Sasuke spojrzał na mnie zdziwiony, a dorosły otworzy drzwi do mieszkania.
-Będziecie mieli jeden pokój. – Zaczął. – Muszę mieć trochę prywatności w własnym domu. Jest on na górze. Po lewej macie salon z kuchnią. – Wskazał i zaczął wspinać się po schodach. – Tam. – Wyciągnął rękę w lewo. – Jest mój pokój, a tam. – Teraz pokazał w prawo. – Jest wasz, a naprzeciwko jest łazienka. Teraz muszę zmykać, bo pojmany musi być przesłuchany. – Spojrzałam na niego przerażona. – Nie tłumacz go. – Oznajmił.
-Wy nic o nim nie wiecie. – Uśmiechnęłam.
-I chcemy się dowiedzieć. – Odwrócił się.
-Lepiej szybko, bo może uciec. – Szepnęłam. Nie odwrócił się, więc uznałam to za nie usłyszenie moich słów. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do wyznaczonego pokoju. Usiadłam przy oknie i patrzyłam przez nie. Wszystko nie idzie tak jak chciałam. Czekać tylko aż zapuka tu ANBU. I właśnie w tym momencie w domu zabrzmiało echo stukotu w drzwi.  Od razu spojrzałam w ich stronę. Sasuke zaczął schodzić już po schodach. Szybko do niego podbiegłam i złapałam mocno za rękę.
-Jeśli to ANBU to mnie nie ma. – Spojrzał na mnie zszokowany, ale przytaknął mi ruchem głowy. Wróciłam szybko do pokoju i usiadłam pod drzwiami nasłuchując, co dzieje się na dole.
-A jednak dobrze widziałem. – Ten głos… Naruto. Właśnie teraz. – Jak to się stało, że tu wróciłeś? – Zaczął wrzeszczeć.
-To długa historia. – Oznajmił chyba mało tym się przejmując Sasuke.
-Czy… - zająknął się. – Czy jest z tobą Sakura? – Zadał to pytanie. Musiał. Kurczowo trzymałam się własnej bluzki.
-Jest. – Zabije cię Uchiha. – Ale raczej nie będzie chciała z tobą rozmawiać. – Odetchnęłam lekko z ulgą na jego słowa.
-Jak to się stało, że wróciliście. Przecież ty nas zostawiłeś! – Krzyczał blondyn.
-To długa histor.. – Zaciął się
-Cześć Naruto. Co cię sprowadza w moje skromne progi? – Usłyszałam głos senseia. – Wejdź pewnie chcecie sobie porozmawiać. – Zaśmiał się i usłyszałam skrzypienie drzwi.
-Kakashi! – Ktoś głucho krzyknął.
-Tak? – Zapytał mężczyzna. Tak bardzo nie chcę by to wszystko co teraz się dzieje było prawdą. Błagam zabierzcie mnie stąd.
-Tsunade-sama pana woła, mówiła coś o ucieczce pojmanego. – Deidara uciekł? Udało mu się. Niech sensei wyjdzie i zabierze ze sobą Naruto. Proszę o to, błagam.
-Zaraz przyjdę. No to chłopcy zostawiam was. – Usłyszałam jakby uderzenie szkła o szkła. – Zostawiam wam trochę czegoś do napicia, ponieważ nadal musicie porozmawiać. Lecę tylko po swoje rzeczy i już mnie nie ma. – Nie chce. Nie chce rozmawiać z Naruto, ale tez nie chce nic mu powiedzieć. Obiecałam mu, że nie zostawię go, a uciekłam. Należą mu się wytłumaczenia. Drzwi do pokoju otworzyły się. Szybko wstałam, oraz spojrzałam na nie. Stał tam siwowłosy.
- Sakura zejdziesz do chłopców? - Zapytał.
-Nie mam o czym z nimi rozmawiać. - Wróciłam do punktu badanego przeze mnie przed chwilą, czyli łóżka.
-Powinnaś. Sasuke musi wam wszystko wytłumaczyć. – Lekko zatroskany patrzył na mnie. Jego oczy ukazywały tysiące uczyć, ale nie można był się dopatrzeć tego największego.
-Mi nic nie musi tłumaczyć. Nie ma potrzeby. Nie interesuje mnie to co robił, robi i będzie robić. - Oznajmiłam.
-Jeżeli tak uważasz… Chociaż uważaj żeby się nie zabili i nie spili.- Już miał zamknąć za sobą drzwi, gdy jednak wrócił. - Sakura, ja nadal uważam cię za najlepszą uczennicę. Pamiętaj o tym. Nikomu o niczym nie powiedziałem i przyprowadziłem ci gościa, zabłąkał się u psów. - Z za niego wyszedł Amai. Wbiegł do pokoju i położył się na moich kolanach. -  Zastanów się jeszcze czy do nich zejdziesz. - Zamknął drzwi, a ja zostałam sama w  pokoju.
-Może lepiej idź z nimi pogadać? - Amai spojrzał na mnie.
-Po co? – Zapytałam ze złością. Jeszcze on przeciwko mnie.
-Sasuke nie było przez ileś lat w waszej wiosce. Nie interesuje cię dlaczego wrócił? – Spojrzał na mnie cwaniacko.
-Może i interesuje. Ale bardziej niż z nim, nie mam chęci rozmawiać z Naruto. Był z Hinatą. Pewnie się zeszli. Po co mam mu robić mętlik w głowie? – Wstałam z kotem na rękach. Podeszłam do okna i usiadłam a parapecie. Wszystko dopiero zaczęło układać mi się w głowie. Szybki powrót, zabranie Deidary i zamieszkanie z Sasuke oraz Kakshim pod jednym dachem. Lecz najbardziej nie mogło mi wyjść z głowy sytuacja z Naruto. Przytulali się, czyli po prostu zobaczył, że ona go kocha. Zeszli się, są szczęśliwą parą. Po co jeszcze w tym wszystkim ja? W pewnej chwili poczułam klepnięcie łapką w nos. – Co? – Prawie krzyknęłam, spojrzawszy na kota.
- Idź na dół. Dowiedz się wszystkiego. Nie wiadomo czy ten cały Naruto jest z tą granatowłosą, która działała mi od zawsze na nerwy. – Zrobił złą minę, która wcale tak nie wyglądała. Jego wargi poszły w bok, co bardziej przypominało zamyślenie, a o czy patrzyła na obiekt za mną. Dopiero teraz rozejrzałam się po pokoju. Przy wejściu znajdowała się szafeczka, na której się opierałam jeszcze niedawno. Na ścianie obok było łóżko, które wyglądało jakby milimetr do milimetra stało na środku. Na nim biała pościel, widać że świeża, tak samo poduszki. Przy nim stały dwa drewniane stoliki nocne, na których po prostu był istny chaos. Oczywiście zrobiony przez Sasuke. Znajdowały się na nich wszystkie moje rzeczy i jego. Dostrzegłam nawet kunaie mojego ojca z różową wstążeczką, a także zdjęcie mojej rodziny. Podeszłam do niego. Brakowało mi ich. Mimo że minęło już tyle lat nadal chciałabym by byli przy mnie. Wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Usiadłam na łóżku, a raczej się położyłam i gapiłam w sufit. A może i trzeba by było z nimi porozmawiać? Usiadłam i przed sobą zobaczyłam szafę, która była uchylona i znajdował się w niej Amai, a po lewej stronie stolik i dwa krzesła.
-No idź. – Usłyszałam szept. Spojrzałam w stronę kot, zaśmiałam się, gdy zobaczyłam, jakie legowisko z naszych ubrań sobie zrobił.
-A ty zejdź z moich ubrań. – Nakazałam.
-Ty wyjdź, a ja zejdę. – Spojrzał dumnie.
-Niech ci będzie. – Leniwie wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju, zamykając cicho drzwi. Szybko zeszłam ze schodów i ustałam w wejściu do salonu. Chłopcy siedzieli naprzeciwko siebie i popijali sake. Popijali… Wypili już pół butelki. – Co wy robicie? – Zapytałam, gdy zobaczyłam, że łapczywie popijają następną szklankę. Pierwszy w moją stronę spojrzał Naruto, potem leniwie Sasuke.
-Sakura… - zaczął blondyn. Nie odpowiadając mu weszłam do niewielkiego salonu, w którym znajdowała się mała brązowa sofa pod ścianą z wejściem, stolik przy siedzeniu i w około niego dwie pufy. Kilka obrazów wsiało samotnie na ścianie i ta sama komoda, którą widziałam, gdy byłam tu ostatnio. Tylko do kolekcji doszło zdjęcie naszej drużyny.
-Przyszłam do was, jakby nie było widać. – Uśmiechnęłam się i usiadłam koło Sasuke, który zajmował sofę. Podciągnęłam kolana do brody i spoglądałam to na jednego, to na drugiego.
-Powiedziałem już Naruto czemu tu się znaleźliśmy i czemu w ogóle cię tu przyprowadziłem. – Oznajmił bez jakiś emocji Sasuke.
-Właśnie! – Zawołałam. – Dlaczego? – Spojrzałam na niego. Westchnął i odwrócił wzrok w moją stronę. Jego czarne oczy patrzyły w moje. Gdyby nie to, że go znam i się nie boje. Szybko odwróciłabym wzrok.
-Przyprowadziłem cię tu, ponieważ nadal pracuję dla Konohy. Nigdy z wami nie zerwałem. Przekazywałem informacje od Orochimaru. Mój brat robi to samo, tylko u Akatsuki. Gdy uciekłaś od wioski Deidara od razu powiadomił o tym Itachiego i już wtedy wszyscy wiedzieli gdzie się znajdujesz. Żeby nie było aż takiego strachu cię tam puszczać poprosili mnie o pomoc, o to żeby wziął cię pod moje skrzydła, ponieważ przestałem już pracować z tamtym idiotą. Musiałem się zgodzić, jaki miałem inny wybór. – Wypowiedział to zdanie, jakby miał do wszystkich wyrzuty, że kazali mu to zrobić. – Gdy dowiedziałem się, że wszyscy cię szukają i chcą pojmać lub zabić, nie miałem innego wyjścia by wrócić z tobą do wioski. – Skończywszy swój monolog spojrzał na Naruto. – A ten idiota też chce Ci coś powiedzieć.
-Zaraz. Zaraz. – Spowolniłam tępo podawania przez nich informacji. – Więc dlaczego porwali Deidarę? Mogli go po prostu wypuścić.
-Nie mogli. – Oznajmił stanowczo. – To że powiadomił mojego brata o zabraniu cię, nie znaczy że z nami działa. A tego nie robi, nie mam nic z nami wspólnego. Nadal nie wiem czemu ty mu ufasz. – Spojrzał na mnie z politowaniem.
-Nie wasz interes czemu mu ufam. – Odgryzłam się. – Ważne że mnie nie zabije.
-Nie jesteś tego pewna. On uwielbia zabijać, dla niego to jest zabawa. Jak to on mówi „sztuka to wybuch”. Nikt nie jest pewny co mu odbije. Tak powiedział mój brat, który także nie wie co ty widzisz w tym blondynie. – Prychnął i odwrócił ode mnie wzrok.
-Tak się składa, że kilka razy uratował mi życie! – Wstałam z mojego miejsca i zaczęłam się wydzierać. Nerwy mi puściły. Po całym dniu. Czemu właśnie teraz nie mogłam ich utrzymać. – On mi pomaga, a wy staracie się tylko bym wróciła do tej durnej wioski i żyła pod kloszem, najlepiej w ANBU i do tego wszystkiego uczyła się dziennie pięciu nowych technik. Wy wszyscy macie mnie za jakąś rzecz!
-To nie prawda Sakura. – Zaczął.
-Zawsze to co mówię ja jest nie prawdą. Wszyscy chcecie bym żyła jak mi zagracie. – Wzięłam pierwszą lepszą napełnioną szklankę i upiłam trochę trunku. – Nie rozumiem was. – Opadłam znowu na kanapę i oddałam zabraną szklankę właścicielowi.
-Chcemy byś żyła. Tyle nie wystarczy? – Zapytał czarnowłosy.
-A inne uczucia… Już się nie liczą? Przyjaźń? Która po prostu była z nami, gdy byliśmy mali? Gdzie to wszystko poszło? – Spojrzałam na obu. Chciałam znać odpowiedź od każdego.
-Liczy się. – Zająknął się Naruto i opuścił wzrok. Dopiero teraz tak naprawdę na niego spojrzałam. Jego oczy były smutne i zmęczone. Postura lekko większa, niż gdy ostatnio go widziałam, a jego włosy nadal rozczochrane. – Dlatego tu jestem. Chcę z wami wszystko wytłumaczyć.
-Co takiego niby? – Zapytałam szybko.
-Mówiłem ci, że ma coś do przekazania. – Wkurzył się Sasuke.
-No i co, że mówiłeś? – Oznajmiłam mu. – Mów Naruto. – Pozwoliłam mu opowiadać.
-Mieliśmy być najlepszą grupą. Obydwoje mówiliście, że mnie nie zostawicie, a potem bez przeszkód poszliście, gdzie pieprz rośnie. Byliśmy przyjaciółmi, a potem po kawałku to odchodziło. Teraz wróciliście, to czemu by tego nie odnowić? – Spojrzał na nas smutno. Zrobiło mi się go żal. Naprawdę ja i Sasuke bez słowa zostawiliśmy go, jakby nigdy nic. Uciekliśmy jak tylko nadarzyła się okazja. Nikt nie patrzył na to, że ktokolwiek może przez to ucierpieć. Nie wytrzymałam. Wstałam z łzami w oczach i przytuliłam do siebie blondyna. Ten lekko wystraszony spojrzał na mnie.
-Przepraszam. – Zaczęłam w płaczu. – Nie patrzyliśmy na to, że ktoś może ucierpieć, gdy nas nie będzie. Proszę wybacz mi. – Spojrzałam na niego, gdy przestałam się przytulać.
-Ja… - Zerknął na Sasuke. Wymienili między sobą nie zrozumiałe dla mnie spojrzenia.
-Ej… Ukrywacie coś! – Wrzasnęłam i wstałam.  – Ja tu przepraszam za swoje postępowanie, a wy coś ukrywacie! Jesteście nie możliwi. – Wróciłam na swoje miejsce, ale nadal patrzyłam wyczekująco na Naruto.
-Wybaczę wam obu, jeśli już nie uciekniecie. – Uśmiechnął się i podrapał za tył głowy.
-Czyli tak naprawdę nie wybaczysz nam nigdy, ponieważ aż do śmierci nie będziesz wiedział, czy przypadkiem jutro nie uciekniemy. – Zaczął filozofować czarnowłosy.
-Eh… Po prostu wam wybaczam. – Oznajmił zakłopotany, po tych słowach nastała błoga cisza. Nikt nie wiedział od czego zacząć. Dawno nie rozmawialiśmy… w trójkę. Kto by pomyślał, że to jeszcze się zdarzy. Chłopcy wzięli ze stołu szklanki z sake i napili się. Patrzyli na siebie. Ich wzrok nie odrywał się od siebie. Chcieli o czymś porozmawiać na osobności. Takie miałam do tego podejście.
-Idę zrobić sobie herbaty. – Szybko wstałam i wybiegłam do kuchni. Niech chwilę będą sami, może to im we wszystkim pomoże. Nawet nie wiem w czym. Wstawiłam wodę do czajnika. Kuchnia była mała i skromna, ale znajdowało się w niej wszystko. Szafki były koloru ciemnego drewna, a dekoracja ciemno-zielona. Gdy woda się zagotowało wlałam ją do kubka i poszłam w stronę salonu. Kiedy byłam blisko niego usłyszałam rozmowę.
-Musisz w końcu powiedzieć co do niej czujesz. – Glos Sasuke przebił się do moich uszu.
-Ale ona jest taka skryta z uczuciami. Boje się. – Odpowiedział mu blondyn.
-Skryta czy nie, musisz jej powiedzieć. – Ustałam przy ścianie. Wiem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale tak bardzo chce się tego dowiedzieć. Tego czy jest on z Hinatą.
-Ona jest taka silna, a ja jestem… Pokrakom, pomyśl sobie jakby to wyglądało.
-Nie jesteś aż takim pokrakom. – Pocieszył go Sasuke. Co?? Jeszcze raz. Sasuke go pocieszył?!
-Niby dużo się nauczyłem przez te lata, ale nadal nie potrafię wszystkiego. Nawet powiedzieć co czuję do dziewczyny, którą kocham. – Czyli jej nie powiedział. Oj Naruto musisz to w końcu zrobić. Pomyślałam w duchu.
-Sakura co ty.. – Szybko złapałam w ostatnich chwili senseia za maskę. Do ust nie miałam dostępu. Pokazałam palcem by był cicho. – O co chodzi? – Zapytał zszokowany.
-Dowiaduje się kilku spraw z ukrycia. – Szepnęłam.
-Nie powinnaś podsłuchiwać. – Skarcił mnie.
-Eh… Więcej nie będę. – Pokręciłam lakonicznie oczami. – Ja już się dowiedziałam wszystkiego, czego miałam i chciałam. Więc… Mogę wrócić na górę? – Spojrzałam na dorosłego.
-Nie karzę ci tu siedzieć. – Uśmiechnął się.
-Dziękuję! – Pobiegłam na górę. Amai, jak oparzony zbiegł z ubrań. – Była umowa. – Skarciłam go.
-Ale wiesz… - zaczął się tłumaczyć.
-Dobra, dobra. – Zaśmiałam się i podeszłam do niego.

-*-
Sasuke wszedł do pokoju, w którym spaliśmy. Wszedł to mało powiedziane, on się wczołgał. Ledwo stał na nogach i podpierał się ściany. Podbiegłam do niego i pomogłam podejść do łóżka.
-Wiessszzz co Sakchuraaa… - Zaczął coś bełkotać. – Narutoo wcale… nie jest taki zły. – Bujał się na łóżku, jakby zaraz miał z niego spać. – Mogłabyśśś do niegooo startooować.
-Gadasz głupoty. – Zaśmiałam się i podałam mu piżamę.
-Nieee… - spojrzał mi w oczy. – Musicie tylko… - ziewnął. – Powidzić sobi.. – Położył się i zasnął.
-Co? Sasuke?! Wstawaj! – Wrzasnęłam, ale nic nie pomogło. Co on w ogóle wygaduje. Ja i Naruto. To chyba jakiś żart. Spojrzałam na niego. Wyglądał dosyć słodko, gdy spał pijany. Do tego w połowie ubrany. Nie miał bluzki, która nawet nie był a do końca zdjęta, ponieważ zatrzymał się na zdejmowaniu jej z rąk. Jego twarzyczka pierwszy raz wyglądała na miłą, niezdenerwowaną ani wkurzoną. Przykryłam go kołdrą i wyszłam z pokoju. Pomyślałam by pójść na dół i posprzątać po nich. Zastałam tam stojącego Kakashiego, który zbierał szklanki i puste butelki ze stołu.
-Może ci pomóc sensei? – Zapytałam, a ten od razu odwrócił w moją stronę wzrok.
-Jeśli możesz. – Uśmiechnął się. – Boje się, że idąc stłucze to wszystko. – Wskazał na zawartość rąk.
-Nie źle się upiliście. – Zaśmiałam się i podeszłam do niego, by zabrać szklanki.
-Nie mów mi co złego zrobiłem. To ja jestem twoim senseiem, a nie ty moim. – Skarcił mnie ruchem ręki, ale szybko przestał to robić, ponieważ butelka zaczęła wypadać mu z drugiej ręki. – No może troszeczkę. Ale tamci młodzi wyglądali gorzej. Dobrze, że po Naruto przyszła Kushina-san.
-Kto? – Zapytałam nie wiedząc, o kim w ogóle mówi, ale gdy się odwróciłam zobaczyłam tylko śpiącego na kanapie Kakashiego. Czy oni dziś powariowali z tym szybkim zasypianiem? Zabrałam z jego rąk butelki i odłożyłam je na blat w kuchni. Umyłam szklanki i poszłam do góry, by chociaż wziąć nakrycie dla senseia. Weszłam do jego pokoju. Był bardzo mroczny. Tak. Była noc, ale nawet jak włączyłam światło mało co było widać. Podeszłam do jego łóżka i zabrałam kołdrę oraz jedną poduszkę. Nie rozglądałam się za bardzo po pomieszczeniu. Nie miałam czasu ani nie chciałam naruszać jego prywatności, nie wiadomo jakie rzeczy tam trzymał. Zbiegłam na dół i przykryłam siwowłosego. Wróciłam do pokoju, który nam wyznaczył. Wzięłam jedną poduszkę od Sasuke oraz koc, który leżał obok. Usiadłam na parapecie w pokoju i okryłam się kocem. Co to wszystko ma znaczyć. Te spojrzenia wysyłane do siebie. Sasuke, który mówi mi, że Naruto nie jest dla mnie zły. Kakashi-sensei wspomina o jakiejś kobiecie, która przyszła po blondyna. To wszystko jest pokręcone i nie umiem tego zrozumieć.

-*-
Wyszłam z domu senseia. Poprosił mnie bym zrobiła zakupy, ponieważ on nie ma za bardzo na to czasu, a że muszę się jakoś odwdzięczyć za mieszkanie u niego wyszłam po nie bez problemu. Ludzie w Konosze dziwnie się na mnie patrzyli, czułam na sobie ich wzrok, jak nigdy. Nie zwracając, jednak na nich uwagi podążałam dalej do celu. Weszłam do małego sklepiku i szukałam produktów wygryzanych na kartce od Kakashiego. Kiedy brałam jedną rzez z półki zauważyłam Naruto. On także mnie zauważył, ponieważ uśmiechnął się do mnie i zaczął podchodzić.
-Cześć. – Pomachał mi ręką.
-Cześć. – Uśmiechnęłam się.
-Robisz zakupy dla senseia? – Zapytał wskazując na koszyk. Chłopak zachowywał się, jakby za bardzo nie wiedział co powiedzieć. Co chwila bawił się rękami.
-Staram się. Strasznie gryzda, nie wiem jak wielmożna rozczytuje jego raporty. – Uśmiechnęłam się, chciałam trochę rozluźnić tą atmosferę.
-Też nigdy nie mogłem tego zrozumieć. – Zaczął się śmiać. – Może gdzieś dziś wyjdziemy? – Od razu po tym zdaniu spojrzał w bok.
-Nie wiem co na to Sasuke. – Zaczęłam tłumaczyć. Nie chciałam bez niego podejmować decyzji.
-Ale… - zawahał się. – Proponuje wyjście tylko tobie. – Nie patrzył na mnie. Albo się wstydził, albo nie chciał widzieć mojej reakcji. A była ona dość dziwna. Szybko się wyprostowałam i zrobiłam lekko zdziwione oczy.
-Wiesz… - zaczęłam. – Nie za bardzo mam chęć wychodzić. Ludzie na mnie dziwne patrzą, a ja nie lubię być sensacją. – Mozolnie wyszło mi tłumaczenie się. Nie wiem czemu nie miałam na to chęci. Może dlatego, że nie chcę mu i Hinacie wchodzić w paradę?
-Rozumiem. To ja lecę. Do zobaczenia. – Odwrócił się i wybiegł ze sklepu. Nie rozumiałam trochę jego zachowania, ale nie przejęłam się tym za bardzo i dalej zaczęłam szukać przedmiotów wypisanych na listy. Kiedy tylko to skończyłam wyszłam ze sklepu i skierowałam się w stronę domu. Weszłam do środka i już od pierwszego kroku spotkałam Sasuke.
-Ktoś zaprasza cię na randkę, a ty odmawiasz?  - Zapytał od razu. Był wkurzony, było słychać to po jego tonie.
-Nikt nie zaprasza mnie na randkę Uchiha. – Zaprzeczyłam szybko patrząc na niego ze zdziwionym wyrazem twarzy. Chłopak splótł ręce na swoim torsie i nadal na mnie patrzył z złowrogą miną.
-Naruto zaproponował wyjście, nie uważasz, że to randka? – Zapytał prawie na mnie naskakując.
-Nie. On kocha Hinate, a Hinata kocha jego. – Minęłam go i poszłam wyciągać zakupy z reklamówki. Nie pobyłam długo sama, ponieważ zaraz za mną w kuchni znalazł się kruczowłosy.
-Tak właśnie uważasz? – Nadal zadawał pytania.
-Co ty dziś taki wrażliwy? – Wkurzyłam się jego dociekliwością i wrzasnęłam.
-Nic. Myśl sobie tak dalej. – W tej chwili zapadła cisza, jedyne co było słychać to kroki Sasuke i zamykanie się drzwi wejściowych. 

------------------------------
Dobra, dobra wiem jest już niedziela, a rozdział miął być w sobotę. 
Wybaczcie mi! 
Ale jest i to tylko jeden dzień opóźnienia, a wiecie jak to ze mną jest.
Jakoś wydaje mi się nudny ten rozdział, ale w następnym powinno być więcej akcji, bo mnie samą takie rozmowy nudzą, no ale jakoś musiałam to wszystko wytłumaczyć itp.
Powiedzcie mi w komentarzach, czy wam się podoba. :)
Pozdrawiam Viki.

sobota, 10 stycznia 2015

Informacje na temat wznowienia mojego bloga

Hej Kochani!

Chciałabym wam tylko przekazać kilka informacji, które może trochę się przydadzą. 

Po pierwsze rozdziały będą pojawiać się raz w miesiącu, jak na razie. Będą dłuższe niż poprzednia. Nie mam aż tyle czasu by pisać co tydzień lub dwa tygodnie. A raz w miesiącu na pewno mi się uda. 
Następny rozdział pojawi się 17 stycznia, a jeszcze następny 14 lutego. Rozdziały po prostu będą się pojawiać tak około, w połowie miesiąca.

Po drugie jeśli czytasz mojego bloga to zostaw jakiś ślad po sobie, najlepiej komentarz, w którym nawet wypiszesz mi same popełniane błędy. Dzięki temu będę wiedzieć co poprawić. Uwierzcie, że gdy ma się kilka komentarzy, a nie tylko 2 lub 3, od razu chce się pisać. 

Po trzecie dziękuję osobą, które wróciły do mnie od razu, gdy zobaczyły nowy post. Jestem wam wdzięczna i bardzo zaskoczona, że pamiętaliście o mnie.

Po czwarte mam zamiar zmienić szablon, ale nie mogę znaleźć ciekawych blogów, na którym je robią. Może wy mi jakąś polecicie lub sami macie chęć na zrobienie mi szablonu? 

Po piąte mam nadzieje, że będzie was coraz więcej! I na prawdę czekam na wasze komentarze oraz opinie, wiem że jeszcze poczekam trochę zanim jakoś mój blog wróci do normy, jak kiedyś. Ale chce wam po prostu powiedzieć, że to bardzo motywuje.

Dziękuję wam za uwagę. Pozdrawiam Viki :)